Franciszek i jego kler w Polsce, który nabywa nieruchomości

Więcej: Ziobro zbada, czy papież Franciszek nie obraża polskich uczuć katolickich. Pieprznięcie do kwadratu >>>

Owieczki się buntują, więc biskupi szukają nowych źródeł dochodu. Stawiają na nieruchomości.

Oszacowaliśmy – bo biskupi nie widzą potrzeby rozliczania się z wydatków, choć są to często pieniądze budżetowe lub ofiary parafian. Biuro Episkopatu odpisało mi, że „nie ma nakazu, by poza wymogami prawa informacje o ofiarach upubliczniać lub czynić przedmiotem dyskusji”, choć wpływy z ofiar już przed pandemią systematycznie spadały. Coraz mniej ludzi chodzi do kościoła, po skandalach pedofilskich zmalała hojność wiernych, którzy przestają chodzić na msze albo się buntują: mają poczucie, że żąda się od nich pieniędzy, a jednocześnie hierarchia traktuje ich przedmiotowo, jako skarbonkę, a nie pełnoprawnych członków wspólnoty.

Rząd PO-PSL przygotował raport, z którego wynikało, że 12 członków komisji powoływanych przez MSWiA nie dbało o interes państwa. Pozostałych 12 mianował sekretarz Episkopatu. Przedstawiciele ministerstwa nie weryfikowali przedstawianych przez pełnomocników Kościoła wycen gruntów. I tak np. cystersi dostali w centrum Krakowa siedem działek wartych 24 mln zł, które – zdaniem miasta – nigdy do zakonników nie należały. – Nie zamierzamy puszczać w niepamięć milionów złotych, które nam wydarto – bulwersował się w 2010 r. prezydent Jacek Majchrowski. Ale miasto nie zdołało działek odzyskać mimo zaangażowania CBA.

O ogromnych pieniądzach Kościoła kat. pisze Dominika Wielowieyska >>>

Cyrk

Noblistka Olga Tokarczuk kupiła XIX-wieczny “zameczek”. Gmina Nowa Ruda pęka z dumy i wszem wobec ogłasza dobrą wiadomość.

O Oldze Tokarczuk wspierającej polską kulturę >>>

Pomimo zbierającej śmiertelne żniwo pandemii arcybiskup Marek Jędraszewski nie rezygnuje z bierzmowania młodzieży. Podczas uroczystości nie jest przestrzegany limit osób oraz nakaz zasłaniania ust i nosa.

Sojusz Jędraszewskiego z władzą PiS >>>

 

Pisowski postęp do tyłu. Jak Polska staje się coraz bardziej Zadupiem

Kryzys w Zjednoczonej Prawicy trwa, a odejście z klubu PiS ma rozważać nawet 10 posłów – wynika z nieoficjalnych informacji Onetu. Były poseł PiS, Lech Kołakowski, ma przygotowywać się do utworzenia nowego koła poselskiego. W tle jest m.in. coraz bardziej napięta sytuacja w Porozumieniu i ostatni „odprysk” konfliktu – wysunięcie zarzutów wobec profesora Maksymowicza.

Więcej o tym, że PiS może opuścić 10 posłów >>>

Polska stała się „państwem prywatnym”. Jeszcze nie na taką skalę, jak ma to miejsce w Putinowskiej Rosji lub na Węgrzech Orbána, a do niedawna na Białorusi Łukaszenki, ale jesteśmy na tej samej ścieżce. Dzisiaj prawo służy jednej partii, a mówiąc precyzyjnie – właścicielowi tej partii – pisze Piotr Gajdziński.

Politycy Zjednoczonej Prawicy poczuli się właścicielami III RP. Przykładów bardziej drastycznych i bardziej wymownych.

Większość nominatów objęła te stanowiska „bez żadnego trybu”, czyli konkursów sprawdzających kompetencje i rynkowe doświadczenie. Istotna była tylko lojalność, partyjna legitymacja lub zażyłość z ważnymi politykami którejś z prawicowych frakcji.

Prawica dawno to zrozumiała i dzisiaj nie ma żadnych oporów, aby korzystać z publicznych zasobów. Dobrym przykładem są działania Solidarnej Polski Zbigniewa Ziobry, która bez zahamowań wykorzystuje Fundusz Sprawiedliwości, stworzony do wspierania ofiar przestępstw. Zamiast tego służy budowaniu popularności ziobrystów w terenie lub zacieśniania sojuszy na szczytach. To dzięki Funduszowi Sprawiedliwości działające na prowincji Ochotnicze Straże Pożarne dostają nowe wozy strażackie, co ma zwiększać sympatię do Solidarnej Polski.

Z sondażu przeprowadzonego na początku listopada 2020 roku wynika bowiem, że 74,6 procent Polaków popiera prawo do aborcji, dla której przesłanką jest wykrycie wad płodu, 87,7 procent, gdy ciąża zagraża życiu matki, a 82,1 procent, gdy ciąża jest owocem gwałtu. Można więc uznać, że tak wygląda odsetek osób opowiadających się za tak zwanym kompromisem aborcyjnym z 1993 roku. Ten bowiem uznawał, że aborcja jest legalna w przypadku, gdy ciąża zagraża życiu matki, była efektem czynu przestępczego i gdy wykryto poważne wady płodu. Z innych badań wynika, że 75 procent Polaków sprzeciwia się zaostrzeniu prawa aborcyjnego, a przeciwnego zdania jest 17 procent.

Czy proces prywatyzacji Polski można zatrzymać, a później odwrócić? Przykład Ukrainy, dzisiaj być może Białorusi, wreszcie przykład Peerelu, daje nadzieję. Ale przykłady Rosji, Węgier, Kazachstanu, w dużym stopniu Chin, brzmią jak memento. Kupno przez ściśle kontrolowany Orlen wszystkich wydawanych przez Polska Press mediów lokalnych – przed czym zresztą w „Odrze” ostrzegałem już kilka lat temu – każe myśleć, że „właściciele Polski” wybrali model rosyjski (od lat powielany na Węgrzech). Najwyraźniej na Nowogrodzkiej uznano, że właściciel musi zdominować, a później zmonopolizować całość medialnego przekazu, by tym skuteczniej sprawować swoją właścicielską misję.

Właśnie Biden w Białym Domu i Unia Europejska to – jeśli abstrahować od sytuacji wewnętrznej i konfliktu w samej Zjednoczonej Prawicy – dwie największe przeszkody do zakończenia przez prezesa PiS procesu prywatyzacji Polski. Wojna z Brukselą w sprawie powiązania praworządności z unijnym budżetem była być może ostatnią, w której Jarosław Kaczyński zdecydował się ustąpić. Zmusił go do tego popandemiczny kryzys gospodarczy i perspektywa gigantycznych pieniędzy na jego zaklajstrowanie. Za siedem lat staniemy się w Unii płatnikiem netto, więc

Znakomity esej Piotra Gajdzińskiego w całości >>>