Wybory 12.07.2020

 

Rozstrzygnięcie wyborów? Nie o 21, prędzej o 24? We wtorek rano, czy wieczorem? A może w sierpniu?

 

Różnice w wynikach kandydatów na prezydenta mogą okazać się tak małe, że zwycięzcy nie poznamy ani z sondaży exit poll, ani late poll, a może nawet z danych z PKW, które mogą zostać podważane przez protesty wyborcze. Wtedy trzeba będzie poczekać rozpatrzenie protestów przez Sąd Najwyższy

 

Niedzielny wieczór wyborczy może być wyjątkowo ekscytujący, ale musimy być gotowi na więcej przeżyć. O godzinie 21, po zamknięciu lokali wyborczych, poznamy wyniki exit poll, sondażu Ipsos, którego ankieterzy przepytają około 50 tys. osób wychodzących z 500 wylosowanych do badania lokali wyborczych. Sondaż, choć przeprowadzony na wyjątkowo dużej próbie, będzie jednak tylko sondażem, ze sporym błędem pomiaru rzędu 2 pkt proc.

Badania przeprowadzane w ostatnich dwóch tygodniach przez wszystkie sondażownie stwierdzały remis z niewielkim wskazaniem na jednego lub drugiego pretendenta.O zwycięstwie zadecyduje mobilizacja: który elektorat „odpuści”, ten przegra, a wtedy cały dalszy scenariusz pozostanie czystą spekulacją.

Jeśli oba elektoraty ruszą masowo, możemy się spodziewać, że zwycięzca exit poll nie będzie mógł być pewien zwycięstwa w wyborach. Nawet jeśli jeden z nich wieczorem odtrąbi sukces, po chwilowej euforii będzie musiał wraz z wyborcami w napięciu czekać dni lub nawet tygodnie na ostateczny wynik.

W międzyczasie nasze nerwy na próbę wystawiać będą kolejne przybliżenia wyniku podawane przez Ipsos i Państwową Komisję Wyborczą.

W nocy z niedzieli na poniedziałek (po pierwszej turze była to godz. 1:18) Ipsos poda wyniki tzw. late poll. To miks badań sondażowych przed komisjami wyborczymi i oficjalnych wyników z komisji wyborczych wytypowanych do badania.

W pierwszej turze sondaż late poll okazał się bliższy ostatecznemu wynikowi niż exit poll, choć wciąż zaniżał (o 0,6 pkt proc.) liczbę głosów oddanych na Andrzeja Dudę. Tutaj różnica między kandydatami rzędu 1,5-2 pkt proc. będzie bardzo mocną sugestią.

Wyniki PKW we wtorek

W poniedziałek rano Państwowa Komisja Wyborcza poda wyniki z części komisji wyborczych. W pierwszej turze było to 86 proc. To duża próba, ale – uwaga – wcale nie reprezentatywna. Do PKW w pierwszej kolejności spływają bowiem wyniki z mniejszych komisji, czyli z mniejszych miejscowości, a tam przewagę może mieć Andrzej Duda. Ten scenariusz powtarza się w kolejnych wyborach, PKW zastanawia się nawet, czy nie zrezygnować z kolejnych przybliżeń, które robią wyborcom wodę z mózgu.

Zwolennicy Dudy nie powinni więc wznosić porannych toastów nie tylko ze względu na porę dnia. W kolejnych przybliżeniach w ciągu poniedziałku i wtorku PKW będzie korygować wynik na podstawie danych spływających z dużych miast, głosujących w większości na Rafała Trzaskowskiego.

Najdłużej poczekamy na zliczenie głosów Polaków mieszkających za granicą. Do spisu wyborców dopisało się rekordowe 518 431 osób, z czego prawie 150 tys. wniosków złożono po I turze. W samej Wielkiej Brytanii zarejestrowało się 180 tys. głosujących. Ich głosy policzy zaledwie 11 komisji, choć w wyborach parlamentarnych 2019 było ich 54.

Czas na liczenie będą miały do wtorku do godz. 21. Wtedy – o ile nie zdarzy się nic nieoczekiwanego – poznamy już oficjalne wyniki PKW ze wszystkich komisji. Może się jednak okazać, że będzie to zaledwie początek czekania na ostateczne rozstrzygnięcie wyborów prezydenckich.

3 dni na protest

Jeśli przewaga zwycięzcy II tury będzie niewielka, może okazać się, że ostateczny wynik zmienią protesty wyborcze. W zwykłych wyborach kodeks wyborczy daje na ich złożenie do Sądu Najwyższego 14 dni od podania wyników wyborów do publicznej wiadomości przez PKW.

Ustawa z 2 czerwca 2020 skróciła jednak ten termin dla obecnych wyborów do zaledwie 3 dni od ogłoszenia wyników przez PKW.

Każdy protest wyborczy rozpoznają na niejawnych posiedzeniach trzyosobowe składy Izby Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych. To jedna z dwóch izb SN, której wszystkich sędziów powołała neo-KRS, której członków wybrali posłowie PiS i Kukiz’15.

Żeby protest był skuteczny, musi wskazywać naruszenie przepisów kodeksu wyborczego, dowody potwierdzające to naruszenie oraz przedstawiać, jak wpłynęło na wynik wyborów. Czyli dowieść, że gdyby do naruszenia nie doszło, prezydentem zostałby inny kandydat.

30 dni dla SN

Łatwość (czy raczej trudność) zebrania takich dowodów będzie zależeć od skali różnicy między kandydatami. Im mniejsza, tym łatwiej wskazać, że gdyby nie nieprawidłowości wynik byłby inny.

Można spodziewać się, że protesty będą wskazywały na nieprawidłowości, które występowały już w I turze.

Wyborcy spoza granic Polski skarżyli się na zbyt późne dostarczenie im kart do głosowania korespondencyjnego. Do placówek dyplomatycznych nie wróciło aż 45 tys. kart. Wielu wyborców zauważyło także, że wydane im karty nie były ostemplowane, a więc nie były ważne.

W komisjach zdarzały się także zaginięcia kart, błędy w ich liczeniu i łamanie procedur przez członków komisji, na przykład liczenie z długopisem w ręce.

Po rozpoznaniu protestów na podstawie sprawozdania z wyborów przedstawionego przez PKW Izba Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych w pełnym składzie rozstrzyga o ważności wyborów.

Ma na to 30 dni od ogłoszenia wyników przez PKW. Możliwe więc, że prezydenta elekta poznamy dopiero w połowie sierpnia.

Jeśli jednak SN uznałby protesty wyborcze, czyli stwierdził, że nieprawidłowości zaważyły na wyniku wyborów, konieczne będzie rozpisanie nowych wyborów. Wtedy na nowego prezydenta poczekamy jeszcze dłużej.

 

OKO.press