Cyrk

Noblistka Olga Tokarczuk kupiła XIX-wieczny “zameczek”. Gmina Nowa Ruda pęka z dumy i wszem wobec ogłasza dobrą wiadomość.

O Oldze Tokarczuk wspierającej polską kulturę >>>

Pomimo zbierającej śmiertelne żniwo pandemii arcybiskup Marek Jędraszewski nie rezygnuje z bierzmowania młodzieży. Podczas uroczystości nie jest przestrzegany limit osób oraz nakaz zasłaniania ust i nosa.

Sojusz Jędraszewskiego z władzą PiS >>>

 

Koronawirusy dwa, w tym Kaczyński

„Tak, wydaje mi się, że selekcja naturalna podczas epidemii koronawirusa jest – pod dyktando wszechwiedzącego prezesa Kaczyńskiego – jedyną strategią obecnego rządu” – pisze czytelniczka OKO.press.

„Czy zatem nam – zwykłym Polakom – pozostaje tylko płakać z bezsilności i wściekłości?”

„W kontekście słów prezesa Kaczyńskiego, że wybory prezydenckie muszą się odbyć 10 maja, wydaje mi się, że jedyną strategią jego i podległych mu ludzi – w tym niestety prezydenta i premiera rządu Polski – jest, by teraz Polacy siedzieli w domu, gdyż kwarantanna jest najtańszym sposobem ochrony ludzi przed wirusem.

Następnie, by 10 maja Polacy poszli na wybory i się wzajemnie pozarażali lub – jeśli wybory będą tylko korespondencyjne – by listonosze pozarażali, kogo się da, a potem niech się dzieje co chce”.

Przerażający i wnikliwy list czytelniczki czytaj w całości tutaj >>>

Policja w związku z pandemią koronawirusa ma zdecydowanie więcej pracy. Funkcjonariusze muszą np. sprawdzać, czy osoby wysłane na domową kwarantannę przestrzegają zaleceń.

Ale okazuje się, że są sprawy ważne i… ważniejsze! Do nich należy ochrona „najważniejszej willi w kraju”. O tym już wcześniej w artykule: „Radiowóz przez całą dobę stoi przed domem Kaczyńskiego – na odatek z włączonym silnikiem” (czytaj tutaj >>>).

Okazuje się, że – mimo pandemii koronawirusa – nic się w tej sprawie nie zmieniło, o czym zawiadomił „Gazetę Wyborczą” jeden z czytelników. Policyjne auto wciąż stoi przed willą prezesa PiS na warszawskim Żoliborzu.

Na sugestię dziennikarza gazety, że radiowóz przydałby się w innym miejscu, rzecznik Komendy Stołecznej Policji nadkomisarz Sylwester Marczak odpowiedział: – „Wszystkie patrole, które są w tej chwili realizowane, dotyczą koronawirusa. Pisanie jakichś rzeczy w kontekście domu Kaczyńskiego jest tylko i wyłącznie próbą upolitycznienia naszych działań”.

Zgodnie z konstytucją Kaczyńskiego i jego kota mogą tam stać!!!”; – „Kulsonizm w najlepszym wydaniu”; – „Policja chroni koronawirusa przed Kaczyńskim. Bywa i tak”; – „On się nie zarazi, bo sam jest wirusem”; – „Domu Kaczyńskiego winny chronić uzbrojone oddziały Wojska Polskiego, najlepiej wóz pancerny i czołg Leopard. A nad domem winny krążyć bojowe śmigłowce, uzbrojone drony oraz pływać  lotniskowiec MS Jadwiga i Lech Kaczyński” – komentowali sprawę internauci.

Kmicic z chesterfieldem

Mamy trzy zarazy, dwie śmiertelne. Koronawirus dla naszej egzystencji. Druga zaraza Kaczyński – groźna dla egzystencji państwa.

No i trzecia zaraza, która jest potomstwem dwóch pierwszych – indolencja władz pisowskich wobec koronawirusa.

Nie dość, że dane o zakażeniach i ofiarach są nieprawdziwe – nie tylko z powodów, że za mało jest przeprowadzanych testów, nieprzygotowania do zarazy, to przede wszystkim świadomego zaniżania danych – to taki Kaczyński ma w dupie Polaków, jemu tylko zależy na tym, aby chwycić naród za mordę, bo niedługo odejdzie i inni też mają pożegnać się z życiem.

Rządzi nami wariat z kompleksami bez większych intelektualnych możliwości, bez żadnych osiągnięć (chyba, że pośrednio obarczymy go za współwinę Lecha Kaczyńskiego, który posłał 96 ludzi na tamten świat).

Jak sobie z tym poradzimy? Czy w ogóle sobie poradzimy?

Rzeczywiście [Jarosław Gowin] mówi o tym, że jest przeciwnikiem wyborów w tej chwili. Uzasadniał to zawsze zawsze różnego rodzaju zagrożeniami…

View original post 676 słów więcej

 

Turczynowicz-Kieryłło – niezbyt sprawna intelektualnie prawniczka, a przy tym podejrzana moralnie

W sobotę „Gazeta Wyborcza” ujawniła, że obecna szefowa sztabu Andrzeja Dudy Jolanta Turczynowicz–Kieryłło w listopadzie 2018 roku w Milanówku pogryzła mężczyznę, który jak twierdzi przyłapał panią mecenas na łamaniu prawa i dokonał obywatelskiego zatrzymania.

Na antenie Polsatu prawniczka opowiedziała swoją wersję incydentu twierdząc, że została napadnięta podczas nocnego spaceru z synem.

Mężczyzna, którym okazał się użytkownik Facebooka Krzysztof Motyl Umiastowski twierdzi tymczasem, że przyłapał mecenas Turczynowicz–Kieryłło na łamaniu ciszy wyborczej, a konkretnie biorąc na roznoszeniu ulotki oczerniającej jej politycznego przeciwnika.

Postanowił uniemożliwić kobiecie ucieczkę z miejsca zdarzenia przed przybyciem policji i tak doszło do szarpaniny, w efekcie której prawniczka poczuła się duszona.

Szefowa sztabu Andrzeja Dudy przekonywała na antenie Polsatu, że padła ofiarą przemocy wobec kobiet i dowodziła, że społeczeństwo często błędnie rozumie instytucję obywatelskiego zatrzymania.

To tak, jakby można było babcię przechodzącą na pasach na żółtym świetle, a nie na zielonym, nagle wziąć za płaszcz, szarpać i mówić, że zaraz przyjedzie policja, bo ona popełniła wykroczenie” – argumentowała.

Fakt iż znaleziono przy niej ulotki szkalujące oponenta, uznała za „zupełnie poboczną kwestię”.

W swoich kolejnych wpisach na Facebooku mężczyzna informujeże zabezpieczył dowody na łamanie prawa przez Turczynowicz–Kieryłło.

Na dodatek twierdzi, że prokuratura nie była zainteresowana ich zbadaniem, a zdarzenie będzie przedmiotem rozprawy sądowej 31 marca w Grodzisku Mazowieckim.

Przypomnijmy, że pani Turczynowicz-Kieryłło to prawniczka Adama Glapińskiego, prezesa NBP z nadania PiS. Dała się poznać m.in. w prokuraturze w Katowicach, gdzie szef banku centralnego był przesłuchiwany jako świadek w śledztwie dotyczącym afery KNF. Domagała się wówczas m.in. wycofania z drukowanej prasy tekstów o wysokości zarobków podwładnych Adama Glapińskiego. Była też obrończynią policjantów zamieszanych w sprawę porwania Krzysztofa Olewnika.

Kmicic z chesterfieldem

Przez kilka dni zdominowała przestrzeń polityczną szefowa sztabu Dudy Jolanta Turczynowicz-Kieryłło.

Kobieta ładna, ale przysłowiowa blondynka, choć kolor włosów ma inny. Dlaczego? Nieciekawa intelektualnie, wątpię, czy dobra prawniczka i popełniająca błędy – zarówno logiczne (marny prawnik zatem) i kulturowe. Co świadczyłoby, iż nie odrobiła wykształcenia, na którym budujemy osobowość.

Dlaczego została szefową sztabu? To świadczyłoby, iż PiS nie ma żadnego zaplecza intelektualnego, nikt znaczny nie chce być na ich usługach.

Związać się z PiS to swego rodzaju wstyd. Dlatego tak marni politycy występują w tej partii i tak beznadziejni dziennikarze ich bronią.

Jeden z liderów Lotnej Brygady Opozycji Arkadiusz Szczurek udzielił wywiadu portalowi OKO.press, w którym to dokonuje rozdziału nienawiści i pogardy.

I należy się z nim zgodzić, iż do Dudy można mieć tylko pogardę, bo to mały człowiek, który nie broni Konstytucji, ale będąc na usługach Kaczyńskiego, będąc jego pachołkiem, łamie Konstytucję.

To w końcu Duda używa języka nienawiści…

View original post 663 słowa więcej

 

Kaczyński szukał układu, a sam go stworzył

„Pani Marta M. w dniu dzisiejszym decyzją prezesa Jarosława Kaczyńskiego została zawieszona w prawach członka PiS” – poinformował przewodniczący Komitetu Wykonawczego Prawa i Sprawiedliwości Krzysztof Sobolewski.

Dyrektorka małopolskiego oddziału Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych została zatrzymana przez CBA razem z byłym senatorem PiS Stanisławem K. oraz jego synem. Funkcjonariusze z krakowskiej delegatury CBA prowadzą postępowanie w sprawie pośredniczenia w załatwianiu spraw w zamian za korzyści majątkowe, powoływania się na wpływy w instytucjach państwowych i samorządach województwa małopolskiego oraz udzielania korzyści majątkowych osobom pełniącym funkcje publiczne. Chodzi o wielomilionowe łapówki. W całej sprawie do tej pory zarzuty usłyszało 24 podejrzanych.

Radna PiS miała współpracować z byłym senatorem

Marta M. ma usłyszeć zarzut wręczania korzyści majątkowej w formie kontraktów zawartych z Fundacją Pomocy Osobom Niepełnosprawnym w Stróżach. Kobieta była radną PiS w sejmiku małopolskim i niedoszłą kandydatka tej partii w ubiegłorocznych wyborach do Senatu. Miała zastąpić Stanisława K., który stracił poparcie PiS po tym, jak usłyszał zarzuty prokuratorskie w 2018 r.

Według nieoficjalnych ustaleń serwisu wp.pl, Marta M. w zamian za załatwienie przez senatora Stanisława K. posady dyrektora PFRON, miała przekazywać środki z Funduszu na działalność jego fundacji w Stróżach. Szefową małopolskiego Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych radna została w lipcu 2016 roku. Była jedyną osobą dopuszczoną do rozmowy kwalifikacyjnej.

Kmicic z chesterfieldem

Chciałoby się napisać, iż Marsz Tysiąca Tóg to sukces. Sukces w walce z bezprawiem PiS.

Ale… Kontekst jest przerażający, walczymy z własnym rządem, walczymy o standardy demokracji.

Zatem, czym jest rząd PiS? Najeźdźca, sowieci, naziści? Mając o czynienia z propagandą tej władzy, oglądając telewizję – dawniej publiczną – można mniemać, iż wrogiem są Polacy, którzy z tą władzą się nie godzą, czyli nie chcą kolaborować.

A więc TVP to zwykła gadzinówka, która szczuje. Rok temu z tej gadziej propagandy wykluł się Eligiusz Niewiadomski, który zabił prezydenta Gdańska, Pawła Adamowicza.

Obecnie TVP szczuje na marszałka Senatu prof. Tomasza Grodzkiego, można się zastanawiać, kiedy kolejny Eligiusz Niewiadomski jego zabije.

Co to za organizacja PiS, która rządzi, która niszczy urządzenia demokratycznego państwa – Trybunał Konstytucyjny, sądownictwo?

Wywiad z Mateuszem Morawieckim dla niemieckiego „Die Welt” kompromituje go jako człowieka i jako Polaka. napisałem Polaka, a powinienem napisać „Polaka”, bo Polak nie może niszczyć Polski…

View original post 681 słów więcej

 

Duda, wyjątkowo prymitywny gość. Kompromitacja ws. Holocaustu

Andrzej Duda to wyjątkowo nieudany polityk. Kompromituje Polskę na każdym kroku, a w tak delikatnej materii jak stosunek do Holocaustu, jego grubo ciosane pojęcie (porąbanie) pokazuje, jakim jest prymitywem.

Niemiecki dziennik informuje w czwartek (09.01.2020), że prezydent Andrzej Duda odwołał swój udział w uroczystościach w Izraelu z okazji 75. rocznicy wyzwolenia obozu koncentracyjnego Auschwitz. Swoją decyzję uzasadnił tym, że nie przewidziano wystąpienia przedstawiciela Polski w trakcie planowanych na 23 stycznia uroczystości w Yad Vashem w Jerozolimie. Przemawiać zaś mają prezydenci Rosji Władimir Putin, Niemiec Frank-Walter Steinmeier, Francji Emmanuel Macron, brytyjski następca tronu książę Karol oraz prawdopodobnie wiceprezydent USA Mike Pence.

„Duda chciał między innymi wykorzystać uroczystości poprzedzające rocznicę, aby odpowiedzieć na wystąpienie prezydenta Rosji z 24 grudnia, w którym Putin dokonał relatywizacji paktu Ribbentrop-Mołotow, zawierający tajne porozumienie o podziale Polski” – pisze „Sueddeutsche Zeitung”, przypominając także jego oskarżenia, jakoby Polska spiskowała z Hitlerem przed wybuchem wojny.

Sprzeczne oświadczenia

„Duda oświadczył, że nieobecność polskiego głosu podczas 5. Światowego Forum Holokaustu oznacza także «fałszowanie historii», bo większość zamordowanych w Auschwitz była Polakami. Na to Yad Vashem oświadczyło, że obywatelstwo ofiar Auschwitz nie ma żadnego wpływu na obywatelstwo przemawiających podczas uroczystości. Należy zauważyć, że spośród 1,5 miliona ofiar obozu śmierci Auschwitz-Birkenau około 1,1 miliona było Żydami, którzy zostali zamordowani tylko z tego powodu, że byli Żydami, bez względu na państwo pochodzenia” – odnotowuje niemiecki dziennik, cytując oświadczenie Yad Vashem.

Instytut „uzupełnił, że prezydent Polski nigdy nie potwierdził swojego udziału i nie zwrócił się o to, by umożliwiono mu zabranie głosu podczas Światowego Forum Holokaustu. Izraelscy dyplomaci mieli proponować Dudzie alternatywne rozwiązania, ale prezydent nalegał, by mógł przemawiać na Forum, jak Putin” – pisze „Sueddeutsche Zeitung”.

Dziennik odnotowuje też, że Duda podkreślił, iż odmawianie mu prawa do wystąpienia „uderza w interes polskiego państwa”, którego „celem jest historyczna prawda”.

„Ciemniejsza strona” historii

„Narodowopopulistyczny rząd Polski przedstawia Polskę i jej obywateli wyłącznie jako ofiary II wojny światowej i podkreśla, że tysiące Polaków ratowało wówczas Żydów. Zbliżony do rządu Instytut Pamięci Narodowej wysyła objazdowe wystawy o polskich bohaterach wojennych i ratujących polskich Żydów do Brukseli, Nowego Jorku, Ottawy czy do australijskiego Perth” – pisze niemiecka gazeta.

„Historycy, jak Jan Tomasz Gross, Jan Grabowski i Barbara Engelking zbadali także ciemniejszą stronę. Według nich liczbę Polaków ratujących Żydów znacznie przewyższała liczba polskich policjantów, strażaków, partyzantów i mieszkańców wsi, którzy pomogli Niemcom w zamordowaniu co najmniej 200 tysięcy Żydów, którzy uciekli przed transportem do komór gazowych na wieś i do lasów. Już przed przybyciem Niemców antysemityzm był bardzo rozpowszechniony i miał tu rolę, tak jak chciwość wobec majątku żydowskich sąsiadów” – dodają autorzy artykułu Alexandra Foederl-Schmid i Florian Hassel.

„Gdy na początku 2019 roku Grabowski i Engelking zaprezentowali wyniki swoich badań, zebrane w obejmującym 1600 stron zbiorze pt. «Dalej jest noc» w warszawskim Muzeum Historii Żydów Polskich, rząd zwolnił Engelking z funkcji przewodniczącej Międzynarodowej Rady Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau. Jak oświadczył wówczas minister nauki Jarosław Gowin, najważniejszym kryterium przy nowej obsadzie tej funkcji będzie «polska wrażliwość»” – pisze „Sueddeutsche Zeitung”.

Kmicic z chesterfieldem

Donald Trump nie radzi sobie w polityce zagranicznej. Już kilka razy zaprezentował się, jako niestabilny sojusznik (Kurdystan, Syria), a konflikt z Iranem pokazuje jak na dłoni, iż prezydent USA może wywołać konflikt światowy, wręcz gorącą wojnę.

Do tego USA tracą znaczenie na świecie, a tym samym straty odczuje cały Zachód demokratyczny. W miejsce USA wchodzą Chiny, które nawet bardziej pasują krajom muzułmańskim ze względu na podobny autorytaryzm partyjno-religijny.

Więcej >>>

W nocy z 7 na 8 stycznia czasu irackiego Irańczycy wystrzelili 15 rakiet w stronę dwóch baz, w których znajdują się żołnierze Amerykańscy. To odpowiedź na zabicie przez Amerykanów irańskiego generała Sulejmaniego. Otwarta wojna? Deeskalacja jest jeszcze możliwa. Wszystko zależy od decyzji Donalda Trumpa

Iran zapowiadał zemstę i właśnie jej dokonał. W nocy wysłał rakiety w stronę dwóch amerykańskich baz w Iraku: al-Asad i Erbil.

Wszyscy komentatorzy zgodnie zapowiadali, że odpowiedź nadejdzie. Irańczycy postanowili uderzyć już dzień po pogrzebie generała…

View original post 574 słowa więcej

 

Olga Tokarczuk: czytanie i myślenie

Kmicic z chesterfieldem

Janina Goss, przyjaciółka matki Kaczyńskich, nie posiada żadnych umiejętności, za to przy Kaczyńskich nakradła się ze skarbu państwa.

Goss to nowotwór autorstwa Kaczyńskich, degeneruje pastwo polskie, zresztą jak obydwaj bracia (jeden wykopyrtnął pod Smoleńskiem i ponosi odpowiedzialność za śmierć 95 innych)

Janina #Goss wynajmuje powierzchnię reklamową spółce Skarbu Państwa #PGE, w której członkiem rady nadzorczej jest Janina #Goss

Podkomisja smoleńska funkcjonuje „w oparciu o roczny budżet”, a wyniki jej prac mogą być udostępnione tylko na potrzeby postępowań przygotowawczych lub sądowych – taką odpowiedź z MON uzyskał poseł klubu KO Krzysztof Truskolaski. Resort poinformował przy tym, że przewodniczący podkomisji Antoni Macierewicz nie pobiera z tytułu pełnienia tej funkcji żadnego wynagrodzenia.

Więcej >>>

Na konflikcie ewidentnie spowodowanym przez Putina także Kaczyński i Morawiecki usiłują zbić polityczny kapitał. Jednak to ich wcześniejsze błędy doprowadziły do izolacji Polski, co zawsze w naszej historii oznaczało dla nas ogromne ryzyko

Tekst Cezarego Michalskiego tutaj >>>

Wyborcze zwycięstwo PiS w 2015 roku…

View original post 238 słów więcej

 

TVP pozwane przez Ośrodek Monitorowania Zachowań Rasistowskich i Ksenofobicznych

>>>

Kmicic z chesterfieldem

Sąd Najwyższy opublikował ponad 40-stronicową opinię do projektu ustawy, która ma wprowadzić zmiany w ustroju sądów powszechnych oraz SN. Pierwsza Prezes SN, prof. Małgorzata Gersdorf wyraziła w nim dezaprobatę dla proponowanych zmian. Zdaniem wnioskodawców projekt ma przeciwdziałać „anarchii” w wymiarze sprawiedliwości, jednak zdaniem SN, w dłuższej perspektywie może on prowadzić nawet do polexitu. Opinia została złożona wczoraj w kancelarii Sejmu. jej treść dziś pojawiła się dziś w serwisie internetowym SN.

SN w swojej opinii stwierdza, że „skutki, do których wywołania dąży Projektodawca, pozostają w sprzeczności z zasadą pierwszeństwa prawa Unii Europejskim nad prawem krajowym”. Poza tym, według niego, projektodawca proponowanymi przepisami chce wymusić na sędziach niestosowanie prawa Unii Europejskiej w zakresie, który wynika między innymi z listopadowego wyroku TSUE, dotyczącego organizacji pracy w Izbie Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego. Może to, z dużym prawdopodobieństwem prowadzić do wszczęcia przez instytucje UE procedury o stwierdzenie uchybienia zobowiązaniom wynikającym z traktatów, a w…

View original post 2 648 słów więcej

 

Kraty dla Ziobry

Ziobro o ustawie dyscyplinującej: Nie można doprowadzić do sytuacji kwestionowania statusu sędziów

Nie możemy doprowadzić w Polsce do sytuacji, w której wyroki wydane przez blisko 500 sędziów powołanych przez KRS, będą kwestionowane tylko przez to, że sędziowie zostali wybrani przez tę KRS, którą część środowiska nie chce zaakceptować. Wyroki można wydawać, strony mogą wnosić apelacje, one mogą być rozpoznane, natomiast nie można doprowadzić do sytuacji kwestionowania statusu sędziów. Stąd ta ustawa” – mówił na konferencji prasowej minister Zbigniew Ziobro.

Kmicic z chesterfieldem

Jest różnica pomiędzy stanem wojennym w PRL a stanem wojennym wprowadzonym wobec sędziów przez PiS. W PRL sędziowie obchodzili dekret o stanie wojennym cichcem, a dziś działają nie tylko z otwartą przyłbicą, ale też dokumentują i nagłaśniają swoje działania – także na całą Europę. I to im daje dodatkową siłę

Projekt, który posłowie PiS-u wnieśli w czwartek (12 grudnia 2019) wieczorem do Sejmu, jest ogłoszeniem stanu wojennego wobec sędziów. Wprowadza prawo stanu wojennego, które stanowi, co wolno, a czego nie wolno sędziemu orzec. I tak: ciężkim deliktem dyscyplinarnym, za które grozi wydalenie z zawodu, ma się stać stosowanie się przez sędziów do art. 379 pkt 4 kodeksu postępowania cywilnego, który nakazuje każdemu sądowi z urzędu badać prawidłowość obsadzenia sądu w sprawie, którą sądzi.

Sytuację można porównać do tej, w jakiej znaleźli się sędziowie po wprowadzeniu przez Komitet Obrony Narodowej (zwany WRONą) dekretu o stanie…

View original post 3 285 słów więcej

 

Duda świadomie kłamie. Co takiego kolesia czeka?

– Proszę adwokatów z innych krajów, żeby się nie wtrącali w nasze sprawy – powiedział dziś prezydent Duda w wywiadzie dla TVP. Na jego wypowiedź zareagował Laurent Pech, wykładający w Wielkiej Brytanii francuski profesor prawa, który wcześniej prostował na Twitterze wypowiedzi wiceministra Sebastiana Kalety. Parafrazując słowa prezydenta, napisał: „pozwólcie nam kłamać w spokoju”.

– Polska ma prawo regulować swój wewnętrzny porządek prawny jako kraj UE. To nam gwarantują traktaty. Proszę adwokatów z innych krajów, żeby się nie wtrącali w nasze sprawy – powiedział dziś prezydent Andrzej Duda w wywiadzie dla TVP.

„Polski prezydent do „zagranicznych prawników”: pozwólcie nam kłamać w spokoju na temat francuskiego, niemieckiego i/albo unijnego prawa podczas gdy my będziemy się zajmować łamaniem polskiej konstytucji na masową skalę, w celu odtworzenia państwa jednopartyjnego” – napisał w odpowiedzi francuski prawnik Laurent Pech, profesor prawa na Uniwersytecie Middlesex w Londynie.

Pech wcześniej polemizował na Twitterze z wiceministrem sprawiedliwości Sebastianem Kaletą, który bronił zmian w sądownictwie, argumentując, że podobne rozwiązania wprowadziły inne kraje Unii Europejskiej.

„Jestem ekspertem ds. niezależności sądowej we Francji, EKPC i prawa UE, więc pozwolę sobie wyjaśnić, dlaczego nie wie Pan, o czym mówi (zakładając, że nie próbuje Pan celowo wprowadzić w błąd) ” – odpisał prawnik.

„Prawo francuskie nie dopuszcza żadnych sankcji wobec każdego sędziego, który stara się stosować prawo UE zgodnie z wykładnią orzecznictwa ETS, tym bardziej, że mówimy o niezawisłości sądów również ściśle chronionej przez FR Const (znów jest to oczywiste dla wszystkich, z wyjątkiem kłamców i ignorantów)” – wyłożył ekspert.

Kmicic z chesterfieldem

Konrad Szymański sugerował, że ministrowie państw UE dali się przekonać polskiemu rządowi ws. praworządności. Ale OKO.press dotarło do zapisów z wtorkowego posiedzenia Rady ds. Ogólnych. Mówiono na nim o wyrokach TSUE, Izbie Dyscyplinarnej w SN i postępowaniach dyscyplinarnych wobec sędziów. Rząd utrzymywał, że dyscyplinarki są prowadzone bez jego ingerencji

Minister ds. europejskich Konrad Szymański, podsumowując dyskusję ministrów państw UE o praworządności w Polsce na Radzie ds. Ogólnych 10 grudnia 2019, podkreślał, że po prezentacji Komisji Europejskiej i polskiego rządu, delegaci nie zadali dodatkowych pytań. Niektóre media, w tym portal Niezalezna.pl, odczytały to jako dowód na rzekome znudzenie się w Brukseli sytuacją sędziów w Polsce. Nic bardziej mylnego.

Szymański powiedział po posiedzeniu Rady:

„Myślę, że Komisja Europejska podchodzi do sprawy w sposób rzeczowy i konstruktywny. Mam nadzieję, że to się utrzyma”.

Jak dokładnie miało to wyglądać wg ministra?

„Państwa członkowskie przynajmniej na tym etapie uznały, że nie ma powodów…

View original post 2 347 słów więcej

 

Duda trzęsie portkami, takie jego smrody, bo Trybunał Stanu zaliczy

Ustawa dyscyplinująca ma zmusić sędziów, by nie stosowali prawa Unii Europejskiej. Jej celem jest obsadzenie Pierwszego Prezesa SN przez prezydenta, a w konsekwencji kontrola Trybunału Stanu, któremu Pierwszy Prezes przewodniczy. „To może uniemożliwić skuteczne pociągnięcie do odpowiedzialności konstytucyjnej przed tym organem” – ostrzega SN w swojej opinii

Sąd Najwyższy opublikował kilkudziesięciostronicową opinię dotyczącą projektu ustawy dyscyplinującej sędziów i prokuratorów znanej jako druk nr 69. Jej opracowanie politycy PiS zapowiadali, odkąd sądy w całej Polsce zaczęły się stosować do wyroku TSUE z 19 listopada i wstrzymywać od opiniowania kandydatów na sędziów w procedurze z udziałem neo-KRS.

SN podkreśla, że głównym celem projektu jest „wymuszenie na sędziach niestosowania prawa Unii Europejskiej w zakresie, w jakim m.in. wynika to z wyroku TSUE z dnia 19 listopada 2019 r.”.

Zobacz opinię SN

Przypomnijmy – PiS chce, by do katalogu przewinień sędziów sądów powszechnych (czyli rejonowych, okręgowych i apelacyjnych), za które odpowiadają dyscyplinarnie, dopisać między innymi odmowę stosowania przepisu ustawy, jeżeli jego niezgodności z Konstytucją lub umową międzynarodową nie stwierdził Trybunał Konstytucyjny.

PiS pod groźbą sankcji chce zmusić sędziów, by na własną rękę lub poprzez pytania prawne do SN lub TSUE, nie oceniali zgodności z Konstytucją lub z prawem europejskim przepisów uchwalonych przez obecną władzę. A taki obowiązek, w kontekście badania umocowania neo-KRS i powoływanych przez nią sędziów, nakładał wyrok TSUE z 19 listopada.

Zasada, którą chce wprowadzić rząd PiS, kłóci się również z zasadą pierwszeństwa prawa UE nad prawem krajowym, co jest fundamentem porządku prawnego Unii.

Sąd Najwyższy zwraca uwagę, że „sprzeczność pomiędzy prawem polskim, a unijnym, jaką Projektodawca zamierza wywołać, z dużym prawdopodobieństwem prowadzić będzie do wszczęcia przez instytucje Unii Europejskiej procedury o stwierdzenie uchybienia zobowiązaniom wynikającym z traktatów,

a w dłuższej perspektywie – do konieczności opuszczenia Unii Europejskiej”.

By wyjaśnić efekt nowego rozwiązania SN w opinii porównuje tę sytuację do stanu wojennego:

„Podkreślenia wymaga, że formułowane obecnie w przestrzeni publicznej przez najwyższych przedstawicieli władzy ustawodawczej i wykonawczej zarzuty dotyczące sędziów stanu wojennego, sprowadzają się do tego, że stosowali oni dekret o stanie wojennym, bez uwzględnienia jego sprzeczności z normami wyższego rzędu.

W istocie do tego samego dąży Projektodawca, proponując surowe kary dyscyplinarne za odmowę stosowania przepisów sprzecznych z prawem europejskim i stosowanie wyroków Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej”.

Żeby nikt nie podważał

W przepisach, które zabraniają sędziom zabierania głosu w sprawach „związanych z polityką – ogółem spraw i działań dotyczących zarządzania państwem” SN widzi z jednej strony próbę naruszenia wolności słowa gwarantowaną przez art. 10 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka, ale również atak na samorząd zawodowy.

„Literalne rozumienie powyższego unormowania prowadziłoby do absurdu. Przyjąć bowiem należałoby, że sędziowie pozbawieni byliby jakiejkolwiek możliwości odniesienia się do bieżących spraw dotyczących funkcjonowania sądownictwa, np. w zakresie wyrażenia opinii w przedmiocie unormowań regulujących funkcjonowanie sądownictwa czy określających ich warunki pracy”.

Nie bez znaczenia jest również marginalizacja roli samorządu zawodowego sędziów, który powinien zostać pozbawiony dotychczasowych funkcji opiniodawczych, jak i kontrolnych wobec nominowanych przez Ministra Sprawiedliwości prezesów sądów powszechnych.

Dużo krytyki SN poświęca projektowanemu zakazowi „kwestionowania istnienia stosunku służbowego sędziego lub skuteczności jego powołania”.

SN przypomina, że orzecznictwo Europejskiego Trybunału Praw Człowieka jednoznacznie uważa, że naruszenia wymogów prawa krajowego przy powołaniu danej osoby na stanowisko sędziego, stanowi naruszenie prawa skarżącego do „sądu stanowionego ustawą” (art. 6 ustęp 1 EKPC).

Tymczasem polski ustawodawca chce wprowadzić ustawową definicję sędziego jako „osoby powołana na to stanowisko przez Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej, która złożyła ślubowanie wobec Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej”. Przepis ten przede wszystkim jest niezgodny z Konstytucją, której art. 179 przesądzą, że sędziego powołuje prezydent na wniosek KRS.

Jak argumentuje dalej SN – takie zrozumienie prowadziłoby do absurdów takich jak na przykład powołanie przez Prezydenta na stanowisko sędziego kogokolwiek, nawet osoby niespełniającej podstawowych wymogów.

Próba implementacji w systemie prawnym takiej definicji ma być oczywiście szczepionką przeciwko podważaniu umocowania neo-KRS.

SN przypomina:

„Aktualnie sposób ukształtowania Krajowej Rady Sądownictwa należy uznać za niezgodny z Konstytucją, co szerzej uzasadniano już w licznych opiniach, w tym także opiniach SN”.

I przywołuje szereg argumentów za odrzucenie neo-KRS w obecnej formie, które pojawiały się i w wyroku TSUE z 19 listopada i w orzeczeniu SN z 5 grudnia.

Z kolei delikt polegający na „utrudnianiu pracy wymiaru sprawiedliwości” uznano za wysoce nieostry i niespełniający wymogu ustawowej określoności deliktu dyscyplinarnego.

SN podsumowuje następująco:

„Wprowadzone zmiany mają charakter całkowicie arbitralny i stanowią przejaw instrumentalizacji postępowania dyscyplinarnego umożliwiającej wywołanie efektu mrożącego wśród sędziów, a także usunięcie ze stanu sędziowskiego osób, których poglądy nie odpowiadają rządzącej większości”.

I przewiduje nieuchronne konsekwencje wobec Polski:

„Karanie dyscyplinarne sędziów za prawidłowe stosowanie prawa UE, w tym realizację zasady pierwszeństwa prawa UE zgodnie
z orzecznictwem Trybunału Sprawiedliwości UE, będzie oznaczało naruszenie zobowiązań Polski wynikających z członkostwa w UE i będzie godzić w podstawy członkostwa Polski w UE.

To zaś w zakresie minimalnym będzie stanowić podstawę do wszczęcia postępowania przeciwko Polsce na podstawie art. 258 TFU, ale także rodzić wspomnianą już odpowiedzialność odszkodowawczą państwa polskiego, a także dawać argumenty do kontynuowania wszczętej już procedury z art. 7 TUE”.

W ostatniej części opinii SN zbija argumenty rządu PiS, jakoby przepisy były wzorowane na rozwiązaniach prawa francuskiego, hiszpańskiego i niemieckiego.

Prezydent ubezpiecza się na wypadek przegranej

Ale SN dużo uwagi poświęca także na analizę przepisów dotyczących wyboru Pierwszego Prezesa SN, które w debacie wokół druku nr 69 zdawały się być drugoplanowe wobec przepisów dyscyplinujących sędziów.

SN odważnie interpretuje ich polityczne znaczenie:

„Ewidentnym celem projektu jest także doprowadzenie do obsadzenia urzędu Pierwszego Prezesa Sądu Najwyższego przez urzędującego Prezydenta Rzeczypospolitej, na wypadek, gdyby przegrał On wybory prezydenckie w 2020 r.

Obsadzenie odpowiednią osobą funkcji Pierwszego Prezesa pozwoliłby na przejęcie, przynajmniej wizerunkowej kontroli nad Sądem Najwyższym oraz, co ważniejsze, realnej kontroli nad Trybunałem Stanu. Pierwszy Prezes Sądu Najwyższego jest bowiem przewodniczącym tego Trybunału z mocy prawa i ma realny wpływ na kształtowanie składów orzekających.

To z kolei może uniemożliwić skuteczne pociągnięcie do odpowiedzialności konstytucyjnej przed tym organem”.

Przypomnijmy – w projekcie znajduje się szereg przepisów, które radykalnie zmniejszają liczbę sędziów SN wymaganych do przedstawienia kandydatów na Pierwszego Prezesa, a także dają prezydentowi szczególne uprawnienia takie jak arbitralne anulowanie procedury wyboru, czy powołanie osoby pełniącej obowiązki PP.

SN podkreśla, że zgodnie z art. 183 ust. 3 Konstytucji organem uprawnionym do przedstawiania kandydatów jest Zgromadzenie Ogólne Sędziów Sądu Najwyższego. „Zgromadzenie jest organem kolegialnym, który podejmuje uchwały, wymagający dla swej ważności większości głosujący sędziów SN.

Za niedopuszczalne należy uznać zatem wszelkie regulacje ustawowe umożliwiające przedstawienie kandydatów, w których wyborze nie brała udziału co najmniej połowa + 1 sędziów SN, a do takiej sytuacji prowadzi obniżenie kworum do 32 członków Zgromadzenia Ogólnego.

Trudno uznać, że funkcję Zgromadzenia Ogólnego Sędziów Sądu Najwyższego wykonywać może niewiele ponad 25% ogólnej liczby sędziów Sądu Najwyższego, określonej w regulaminie Sądu Najwyższego.

Podkreślenia wymaga, że mandat piastuna stanowiska Pierwszego Prezesa Sądu Najwyższego wybranego spośród kandydatów wyłonionych przez takie gremium będzie mógł być kontestowany”.

Tego, co się wydarzyło 23 września 2019 w siedzibie ONZ w Nowym Jorku nikt do tej pory nie opisał. OKO.press zwrócił na to uwagę przedstawiciel ONZ, który prosił o anonimowość. „Zachowanie pana prezydenta Dudy zostało przez dyplomatów i urzędników uznane za dziwaczne i niewłaściwe”. Podczas lunchu pani premier Nowej Zelandii „wyraźnie nabijała się z Polski”

23 września 2019 w wielkiej sali plenarnej ONZ odbywał się „Climate Action Summit”.  W przygotowaniu spotkania uczestniczył informator OKO.press. Opowiada:

„Formalnie był to tzw. szczyt sekretarza generalnego ONZ. António Guterres wykorzystał fakt, że przywódcy świata przyjechali na Zgromadzenie Ogólne (23-26 września 2019), by lepiej przygotować grudniowy szczyt klimatyczny COP25. Przywódcy wysłuchali sekretarza generalnego, a potem trwała dyskusja nad tym, co miało zostać uzgodnione w Madrycie.

Ku swemu zaskoczeniu zauważyłem, że na sali nie ma pana prezydenta Dudy i ministra spraw zagranicznych pana Czaputowicza”.

Co tym bardziej dziwne, że obaj byli w tym samym gmachu, na tym samym piętrze.

Polska była wtedy prezydentem COP

Na Climate Action Summit oczy świata zwrócone były na Polskę, ponieważ formalnie pełniliśmy wtedy prezydencję COP, najważniejszej instytucji ONZ do walki z katastrofą klimatyczną.

„Polska miała przypisaną funkcję prezydenta COP z racji organizacji szczytu w 2018 roku w Katowicach. Przekazanie tej funkcji Chile nastąpiło dopiero 2 grudnia w Madrycie na kolejnym COP-25.

To ważne, by zrozumieć, dlaczego zachowanie prezydenta Dudy zostało przez dyplomatów, z którymi rozmawiałem, i urzędników ONZ uznane za dziwaczne (słychać było słowo bizarre), a także głęboko niewłaściwe” – mówi informator OKO.press.

Gdy o 10.00 sekretarz generalny otworzył obrady, słuchali go najważniejsi przywódcy świata. Ale bez prezydenta Dudy.

Trump robi ONZ konkurencję, czyli religia zamiast klimatu

Duda oczekiwał bowiem na zainicjowane przez Donalda Trumpa wydarzenie poświęcone Wolności Religijnej (Event on Religious Freedom). „Można je śmiało nazwać konkurencją dla narady klimatycznej ONZ, czego zresztą dyplomacja amerykańska nie ukrywała. Odbywało się dosłownie tuż obok, tego samego dnia, o tej samej godzinie – mówi nasz informator.

Na spotkanie Trumpa z europejskich przywódców przybył tylko prezydent Andrzej Duda, w dodatku w towarzystwie ministra spraw zagranicznych Jacka Czaputowicza (obaj na głównym zdjęciu), co też nie umknęło uwadze dyplomatów. Każdy to odnotował”.

Duda czeka zajęty smartfonem

Polski prezydent został posadzony w pierwszym rzędzie, bo był jedyną głową państwa tej rangi, tego wymagał protokół dyplomatyczny, ale wszystko to było bardzo niezręczne”.

Lunch. Premier Nowej Zelandii nabija się z Polski

W przerwie obrad Climate Action Summit o 13.45 odbył się lunch z udziałem sekretarza generalnego ONZ, kilkudziesięciu przywódców świata, a także Ala Gore’a, wiceprezydenta USA za Billa Clintona (1993-2001) i laureata Pokojowego Nobla w 2007 za działalność na rzecz klimatu Ziemi.

„Głos zabrała pani premier Nowej Zelandii Jacinda Ardern. Pochwaliła organizację COP 24 w Katowicach i powiedziała, że trzeba serdecznie za to podziękować Polsce i polskiemu prezydentowi.

Jestem przekonany, że zrobiła to specjalnie, bo prezydenta Dudy nie było na sali. Wszyscy zaczęli się rozglądać, zrobiło się małe zamieszanie.

Wizyta pana prezydenta Dudy w ONZ była całkowicie skupiona na Trumpie. Polska dyplomacja wykazała się nieumiejętnością rozegrania tej sytuacji tak, by nie okazać lekceważenia tematyce ratowaniu klimatu. Utwierdziła też opinię o Polsce, że ma czołobitny stosunek do USA” – mówi informator OKO.press.

23 września 2019 Duda miał zaplanowane spotkanie z prezydentem Trumpem, ale nie był jedyną głową państwa w takiej sytuacji. Z Trumpem spotkać się mieli także przywódcy pięciu innych krajów. Nie przeszkodziło im to wziąć udziału w naradzie klimatycznej:

  • premier Nowej Zelandii Jacinda Ardern miała wystąpienie o 10:40;
  • premier Pakistanu Imran Khan – o 11:45;
  • premier Singapuru Lee Hsien Loong – 12.25;
  • prezydent Korei Płd. Mun Dze In – 15:50;
  • prezydent Egiptu Abd el-Fatahem es-Sisim o 16:00.

Duda nie załapał się na mówcę

Na debacie Climate Action Summit do 18:00 głos zabrało ponad 60 przywódców, m.in. Niemiec, Francji, Wielkiej Brytanii, Indii, a także wysocy przedstawiciele Chin i Rosji oraz przewodniczący Rady Europejskiej Donald Tusk.

Przemawiała też słowacka prezydentka Zuzana Čaputova i prezydent Węgier János Áder. Według  informacji „Wyborczej” Duda też chciał zabrać głos, ale polskie plany redukcji emisji zostały uznane za nie dość ambitne, by pozwolić mu przemówić.

Wbrew własnym zapowiedziom na szczycie przed 11:00 pojawił się także prezydent Donald Trump. Wysłuchał wystąpienia premiera Indii Narendry Modiego, kanclerz Angeli Merkel, ale – jak pisze Guardian –  przy następnym na liście prezydencie Chile wyszedł.

Ukradliście moje marzenia, moje dzieciństwo swoimi pustymi słowami,

a jednak jestem jedną z tych, która miała szczęście. Ludzie cierpią. Ludzie umierają. Nasze ekosystemy są coraz bardziej zrujnowane. Jesteśmy na początku masowego wymierania, a wszystko, o czym możecie mówić, to pieniądze i bajki o wiecznym wzroście gospodarczym. Jak śmiecie?”.

Spotkanie o Wolności Religii. Trump: Nie ma siły, która dorównuje wierze

Impreza zwołana przez Trumpa była poświęconą prześladowaniom na tle religijnym, przede wszystkim chrześcijan. Uznano ją za ostentacyjny gest, a nawet afront wobec ekologicznego szczytu ze strony prezydenta USA, który wypowiedział Porozumienie Paryskie (COP-21 z 2015 roku). W oddalonej o 100 metrów sali prezydent USA przemawiał od 11:47 wzywając do obrony wolności religijnych i przywołując przypadki napaści na duchownych katolickich, islamskich i żydowskich.

Był gorąco oklaskiwany przez salę, gdzie zgromadzili się przede wszystkim przedstawiciele amerykańskich organizacji religijnych, których głos jest dla niego kluczowy w wyborach 2020.

Trump dziękował aktywistom za odwagę i wytrwałość w obronie religii.

„Jesteście inspiracją dla świata. Przypominacie nam, że nie ma na świecie siły, która mogłaby dorównać wierze ludzi religijnych”.

Trump zapowiedział wsparcie aktywistów religijnych przez biznes i apelował do „wszystkich narodów, by dołączyły do tej moralnej powinności” . Na koniec „Wezwał wszystkie rządy, by szanowały odwieczne prawo każdego człowieka do postępowania zgodnego ze swoim sumieniem, życia według swej wiary, i oddawania czci Bogu”.

Duda wzorowym sojusznikiem

Postępowanie Andrzeja Dudy wskazuje na priorytety polityki obecnej władzy. Cierpliwe oczekiwanie na Trumpa – razem z aktywistami religijnymi  – kosztem ważnej narady o ratowaniu klimatu Ziemi robiło wrażenie,

jakby polski prezydent chciał potwierdzić, że – jak nazywa go Trump – jest  wzorowym sojusznikiem USA.

Zdaniem „The Washington Post” strona amerykańska wykorzystuje relacje z Dudą do prowadzenia swej polityki wobec Europy. Podobnie pisała w OKO.press Katarzyna Pałczyńska-Nałęcz: „antyeuropejskie” oczekiwania USA wobec Polski będą narastały, a sytuacja uzależnienia będzie przez Amerykanów bezpardonowo wykorzystywana. Symbolicznym wyrazem relacji Duda – Trump było podpisywanie umowy polsko-amerykańskiej we wrześniu 2018, gdy Duda stał, a Trump siedział. Zorganizowana w Warszawie z inicjatywy Waszyngtonu konferencja bliskowschodnia oznaczała – zdaniem Konstantego Geberta – że grając rolę „ważnego [dla USA] państwa Warszawa w polityce zagranicznej już jest de facto poza Unią”.

Andrzej Duda, jak cały PiS, odwołuje się często do wartości religijnych. Podkreśla, że historia Polski to historia chrześcijaństwa. Stwierdza też,  że zgodnie z wolą Jana Pawła II, „my, Polacy, powinniśmy iść do Unii Europejskiej, niosąc nasze wielkie katolickie i chrześcijańskie dziedzictwo” i dodaje, że „sam stara się to czynić”. W dniu święta narodowego 2018 stawiał znak równości między patriotyzmem i katolicyzmem.

Ostentacyjna religijność Dudy mogła być dodatkowym powodem, że prezydent był jedynym przywódcą europejskim, który wybrał spotkanie o wolnościach religijnych zamiast szczytu klimatycznego.

23-24 września, Trump i Duda razem

23 września 2019 popołudniu prezydenci Duda i Trump podpisali umowę o współpracy obronnej:

24 września 2019 Duda przemawiał w debacie generalnej 74. Zgromadzenia Ogólnego ONZ. Jako pierwszy zabiera głos prezydent Trump.

Kmicic z chesterfieldem

Prof. Antoni Dudek w rozmowie z „Rzeczpospolitą” ocenia, że nadchodzi zmierzch Prawa i Sprawiedliwości, a ugrupowanie Jarosława Kaczyńskiego utraciło pierwotny impet. Ostatnim sprawdzianem dla PiS mają być nadchodzące wybory prezydenckie. – Andrzej Duda nie ma reelekcji w kieszeni. Sam dla siebie jest największym zagrożeniem – ocenia politolog.

Zdaniem politologa prof. Antoniego Dudka PiS nie ma wcale wygranej w kieszeni w nadchodzących wyborach prezydenckich. – Największym zagrożeniem dla Andrzeja Dudy jest on sam. Jak patrzę na wszystkich jego potencjalnych przeciwników, to na razie tak to widzę – mówi politolog w rozmowie z „Rzeczpospolitą”. Dodaje wprost, że mimo wygranych przez partię Jarosława Kaczyńskiego wyborów parlamentarnych, dostrzega „zmierzch PiS-u”.

Prof. Dudek o sytuacji PiS-u. „Widać wyraźnie, że prezes ma problemy”

Jak wskazuje Dudek, Andrzejowi Dudzie najprawdopodobniej nie uda się wygrać wyborów prezydenckich w pierwszej turze – wszystko zależy więc od tego, z kim znajdzie się w drugiej. – Wtedy jakieś jego błędy w…

View original post 3 522 słowa więcej