Duda vs Trzaskowski, 08.06.2020

 

Margines błędu Dudy kurczy się. W drugiej turze wygrywa już tylko o włos [WYKRES DNIA]

Andrzej Duda i jego sztab próbują zrestartować kampanię kandydata Zjednoczonej Prawicy, ale w badaniach pokazujących układ sił w drugiej turze urzędujący prezydent wciąż słabnie. Realne szanse na pokonanie urzędującego prezydenta ma w wyborczej dogrywce aż trzech kandydatów.

 

Grafika: Marta Kondrusik

Wraz z ogłoszeniem nowej daty wyborów prezydenckich, kampania weszła w swoją oficjalną i decydującą fazę. Również kandydaci wrócili do swoich kampanijnych obowiązków, wsiadając w autokary, ruszając na spotkania z wyborcami w całym kraju (rzadko pamiętając przy tym o wciąż obowiązujących rygorach sanitarnych) i przedstawiając Polakom swoją wizję państwa i pomysł na prezydenturę.

W sondażach widać pewną stabilizację. Andrzej Duda balansuje na krawędzi 40 proc. głosów w pierwszej turze, Rafał Trzaskowski zrównał się poparciem z Koalicją Obywatelską, a Szymon Hołownia uzupełnia podium z wynikiem kilkunastu procent. Władysław Kosiniak-Kamysz i Krzysztof Bosak rywalizują o czwartą lokatę, mając poparcie – w zależności od sondażu – na poziomie mniej więcej 5-9 proc., natomiast stawkę zamyka Robert Biedroń, którego średnia wyników z ostatniego tygodnia wynosi 3,42 proc. Dużo więcej niewiadomych jest jednak, gdy spojrzymy na układ sił w drugiej turze.

Kto w drugiej turze?

Ale po kolei, zacznijmy od pierwszej tury. Prezydent Duda spadł w niej nieznacznie poniżej wyników, jakie uzyskuje jego obóz polityczny. Średnia urzędującego prezydenta z ostatniego tygodnia – w tym czasie ukazało się sześć sondaży – to 39,9 proc., podczas gdy Zjednoczona Prawica w tym samym czasie uzyskiwała średnio 42,9 proc. (sondaży partyjnych w ostatnim tygodniu mieliśmy cztery).

Sondażowa bessa prezydenta Dudy w pierwszej turze dowodzi dwóch rzeczy. Po pierwsze, głowa państwa płaci rachunek, jaki wyborcy wystawiają Zjednoczonej Prawicy. Powodów jest wiele, ale największym zagrożeniem dla rządzących są dzisiaj bez wątpienia kryzys gospodarczy, który dotknął miliony Polaków, oraz zarządzanie wciąż trwającą epidemią koronawirusa (ostatnie dni to rekordowa liczba zakażonych, co zderza się z coraz mocniejszym znoszenie przez rząd rygorów sanitarnych). Do tego można dodać szereg mniejszych i większych afer, skandali i wpadek – m.in. podejrzane powiązania biznesowo-polityczne ministra zdrowia Łuasza Szumowskiego i jego rodziny, cenzura w Radiowej Trójce, powrót Jacka Kurskiego do zarządu TVP.

Po drugie, kampania prezydenta Dudy przez ostatnie tygodnie de facto stała w miejscu i dopiero w ostatnich dniach dało się zaobserwować próbę jej restartu (bon turystyczny dla polskich rodzin, uzgodnione z Pałacem Prezydenckim wotum zaufania dla rządu czy tzw. Plan Dudy zakładający szereg strategicznych inwestycji mających ożywić polską gospodarkę). Prezydent nadrabia więc stracony dystans, na razie nie wiadomo jeszcze, z jakim skutkiem. Sondażowego „odbicia” – przynajmniej jak dotąd – nie stwierdzono.

Pocieszające dla urzędującego prezydenta może być to, że trend wzrostowy wyhamował u jego głównego kontrkandydata. Trzaskowski co prawda doszlusował do poparcia, którym legitymuje się Koalicja Obywatelska, a nawet nieznacznie je przekroczył, ale nadal nie wyrównał rekordowego wyniku Małgorzaty Kidawy Błońskiej (29 proc. z początku lutego). Współpracownicy Trzaskowskiego nie tak dawno mówili nam, że celem na pierwszą turę jest przekroczenie pułapu 30 proc.

W pierwszej turze celujemy w wynik cokolwiek powyżej 30 proc. To byłby świetny punkt wyjścia do drugiej tury. Zwłaszcza gdyby jeszcze Duda spadł poniżej 40 proc., a patrząc na obecny trend, są na to spore szanse

– ocenił polityk PO, którego zapytaliśmy o prognozy na pierwszą turę.

Wyniki Trzaskowskiego pokazują, że efekt świeżości zebrał już swoje żniwo i teraz kandydat Koalicji Obywatelskiej musi sięgnąć po elektorat inny niż domyślni wyborcy PO i jej koalicjantów. Trzaskowski stawia na mówienie o wartościach – nowej solidarności, politycznej zmianie, odbudowie wspólnoty.

Jeśli Platforma chce pokazać Polakom, że jest inna, lepsza od PiS-u, musi to zrobić właśnie na płaszczyźnie wartości

– przyznał dopiero co w rozmowie z Gazeta.pl dr Olgierd Annusewicz z Uniwersytetu Warszawskiego. – Przestrzenią do atakowania PiS-u jest właśnie sfera wartości – podkreślił politolog i ekspert od marketingu politycznego.

Za plecami prowadzącej dwójki można wyróżnić trzy podgrupy. Pierwszą stanowi Hołownia, który ustabilizował poparcie na poziomie 12-14 proc. i na pewno będzie jeszcze próbować odzyskać utracone na rzecz Trzaskowskiego poparcie. O czwarte miejsce w stawce rywalizują Kosiniak-Kamysz i Bosak, obaj popieranie przez 5-9 proc. wyborców. Stawkę zamyka Biedroń, który mimo oficjalnego startu kampanii na razie nie jest w stanie odbudować swojego poparcia i uzyskuje wynik zdecydowanie gorszy od poparcia dla Lewicy, z ramienia której kandyduje.

Trzech na jednego

Dużo więcej niewiadomych jest w wyborczej dogrywce, która – patrząc na obecne sondaże – wydaje się pewna. Co ciekawe, wyzwanie Dudzie rzucają w niej nie tylko Trzaskowski czy nawet Hołownia, ale również Kosiniak-Kamysz, który w pierwszej turze mógłby liczyć na poparcie sześcio- czy nawet siedmiokrotnie niższe od urzędującej głowy państwa.

Spójrzmy na czerwcowe sondaże dotyczące drugiej tury. Na boku zostawmy badanie PBS na zlecenie Zespołu Centrum Studiów nad Demokracją Uniwersytetu SWPS, które ukazało się 1 czerwca. Dlaczego? Po pierwsze, wykonano je na małej próbie 713 osób. Po drugie, respondenci byli wyłącznie internautami. Wreszcie po trzecie, wyniki Trzaskowskiego i Hołowni w drugiej turze drastycznie odbiegają od wyników wszystkich innych dostępnych badań – prezydent Warszawy pokonuje Dudę stosunkiem głosów 57:43, a były dziennikarz i celebryta aż 61:39.

Jednak pozostałe czerwcowe badania i tak dają bardzo ciekawy obraz tego, co może nas czekać po 28 czerwca. Okazuje się bowiem, że z trójki Trzaskowski – Hołownia – Kosiniak-Kamysz to prezydent stolicy wypada najsłabiej w starciu z kandydatem Zjednoczonej Prawicy. Trzaskowski przegrywa we wszystkich czterech badaniach – 46,4 do 49 proc. (IBRiS dla Wirtualnej Polski), 44,3 do 44,5 proc. (United Survey dla „Dziennika Gazety Prawnej” i RMF FM), 47 do 53 proc. (Pollster dla „Super Expressu”) i 48,9 do 51,1 proc. (Estymator dla DoRzeczy.pl) i są to przegrane wyraźniejsze niż w przypadku pozostałej dwójki.

Powodów takiego stanu rzeczy jest kilka. Po pierwsze, to w Trzaskowskiego od kilku tygodni wymierzone są wszystkie propagandowe działa obozu „dobrej zmiany”. Oskarżano go o fatalne zarządzanie Warszawą, wspieranie rzekomego lobby LGBT, próbę zastraszania dziennikarzy mediów publicznych, a ostatnio nawet o sprzeniewierzenie się polskiej wierze i tradycji (tutaj na sztandary wyciągnięte zostało jego spojrzenie na wiarę w Boga). Po drugie, Trzaskowski musi dźwigać bagaż swojego udziału w rządach PO-PSL, a także negatywnego elektoratu Platformy Obywatelskiej. Wreszcie dla wyborców antysystemowych, zniechęconych do polityki czy niezdecydowanych; były europoseł i minister, utożsamiany z warszawską elitą jest mniej oczywistym wyborem niż kreujący się na trybuna ludowego Hołownia albo mający najmniejszy negatywny elektorat po stronie opozycji Kosiniak-Kamysz.

Wspomniany Hołownia w drugiej turze jest o włos za prezydentem Dudą. W bezpośrednim pojedynku niemal go dogania (43,1 do 43,4 proc. wedle United Survey dla „DGP” i RMF FM) albo przegrywa w granicach błędu statystycznego (49,6 do 50,4 proc. w sondażu Estymatora dla DoRzeczy.pl). Jedyna w miarę wyraźna, chociaż wciąż niewielka, porażka Hołowni z Dudą to badanie Pollstera dla „Super Expressu” – dziennikarz-celebryta zdobywa w nim 48 proc. głosów, a kandydat Zjednoczonej Prawicy 52 proc.

Dlaczego wyniki Hołowni w drugiej turze są ważne, skoro w pierwszej wyraźnie przegrywa z Trzaskowskim? Być może sztab Hołowni zechce zagrać sondażową kartą i przekonać umiarkowanych wyborców Koalicji Obywatelskiej, że skoro Kosiniak-Kamysz szans na drugą turę raczej nie ma, to jedyną szansą na pokonanie Dudy jest właśnie Hołownia. Skoro w wyborczej dogrywce wypada lepiej od Trzaskowskiego, to ci, którzy za wszelką cenę chcą pozbyć się Dudy z Pałacu Prezydenckiego, powinni już w pierwszej turze zaufać jemu i dać mu tym samym przepustkę do decydującego starcia.

Najzabawniejszym faktem sondażowej układanki jest jednak to, że dla obecnej głowy państwa największym zagrożeniem w drugiej turze byłby polityk, który w pierwszej turze może liczyć na poparcie 6-7 proc. wyborców. Prezes PSL, bo o nim mowa, jako jedyny w najnowszych sondażach – nie licząc wspomnianego wcześniej badania PBS dla Uniwersytetu SWPS – w drugiej turze potrafił nie przegrać z Dudą. Badanie United Survey dla „DGP” i RMF FM wskazywało na remis 45,3 do 45,3 proc. pomiędzy kandydatami. W dwóch pozostałych czerwcowych sondażach Kosiniak-Kamysz przegrał o 1,8 (49,1 do 50,9 proc.; Estymator dla DoRzeczy.pl) oraz o 2 pkt proc. (49 do 51 proc.; Pollster dla „Super Expressu”). Mimo tego Kosiniak-Kamysz przegrywa z Dudą w drugiej turze średnio najmniejszą różnicą głosów – o 1,27 pkt proc. U Hołowni to 1,7, a u Trzaskowskiego 2,75 pkt proc.

Fenomen Kosiniaka-Kamysza tkwi w tym, że to on z całej opozycyjnej stawki miałby największe szanse odebrać Dudzie umiarkowanych prawicowych wyborców. Na polskiej prowincji wyborcy PSL i PiS-u to często sąsiedzi, przyjaciele czy nawet rodziny. Oba elektoraty są sobie bardzo bliskie. Dodatkowo, co już wspomnieliśmy, prezes ludowców ma najmniejszy w stawce negatywny elektorat, więc trudno byłoby zniszczyć go propagandowo i zohydzić Polakom w prorządowych mediach.

Rzecz w tym, że aby rzucić wyzwanie Dudzie w drugiej turze, najpierw trzeba się do niej dostać. To Kosiniakowi-Kamyszowi na razie nie grozi, chociaż trwająca kampania pokazała, że nigdy nie należy mówić nigdy. Niemniej, to właśnie wyborcy sympatyzujący z prezesem PSL mogą okazać się kluczowi w drugiej turze. Jeśli mimo politycznych czy światopoglądowych różnic wesprą Trzaskowskiego albo Hołownię, mogą stanowić języczek u wagi, który zadecyduje o tym, kto zostanie nowym lokatorem Pałacu Prezydenckiego. Z kolei prezydent Duda i jego sztabowcy wiedzą już, że przed drugą turą muszą rzucić do walki wszystko, co mają w odwodzie. Chociaż nawet to na razie nie gwarantuje im zwycięstwa i reelekcji.

 

gazeta.pl